Wings For Life World Run 2018 – końcowe odliczanie

    „Przed chwilą” były jeszcze dwa tygodnie do Wingsa, a ja się zastanawiałem czy zdążę się zregenerować po Orlen Maraton. A teraz zastanawiam się o której wyjechać do Poznania. Chyba było jakieś zakrzywienie czasu 🙂 . Ale cóż – czas leci nieubłaganie, ale na szczęście JA pilotuję. Z dwojga złego jestem w ulubionym okresie przedstartowym tzn. ładowanie węglowodanami.

    Alkohol pomimo że i tak rzadko używam – odstawiony całkowicie. Ostatnie piwko wysączyłem w niedzielę jako dodatek do mega pizzy. Teraz już skupiam się w diecie na jakości. Lecą co chwila elegancko cukry proste jak autostrada. Kawka za kawką tak, że coraz rzadziej mrugam 🙂 . Ścieżka do ekspresu mocno wydeptana. Po prostu kocham te 3 dni przed maratonem czy tam ultra. Nie to żebym na co dzień się jakoś z tymi węglowodanami ograniczał, bo się NIE ograniczam 🙂 . Ale w tym przypadku to jest podporządkowane konkretnemu celowi. Nie jakieś tam objadanie się bez sensu 🙂 . Dodatkowo moc płynie tutaj dwiema ścieżkami. Raz, że luzuje kompletnie trening. Dwa, że paliwo jest na prawdę wysokooktanowe! Nie zbaczajmy jednak za bardzo z tematu 🙂

Coś o taktyce

    Przed rokiem debiutowałem w Wingsie w Poznaniu zbierając bezcenne doświadczenie w ultra. Jak na swoje przygotowanie bieg rozegrałem z fantazją 🙂 robiąc po drodze maraton w 2h 35 min czyli średnio po 3’40”/km. Na początku łatwo szło i wynikało to głównie – jak się potem przekonałem – z trochę nisko postawionych oczekiwań co do wyniku. Wtedy jeszcze przed wyścigiem 60 km brałbym w ciemno. Przecież po przebiegnięciu maratonu, te 20 dodatkowych kilometrów można zrobić na samym wytracaniu prędkości 🙂 . Nie bałem się przez to zacząć mocniej niż by na to rozum wskazywał – chociaż oczywiście wolałbym wolniej 🙂 . Więcej o tych rozterkach było tutaj. Nie doceniłem także znakomitej pogody pod ultra, chłód dodatkowo mi sprzyjał. No dobra mogło być jakieś 2-3 stopnie więcej i bez wiatru, ale przecież to nie jest koncert życzeń 🙂 .

W tym roku założenia są już bardziej ambitne. Plan minimum to przekroczenie 70 kilometrów czyli nowa życiówka. No ale gdzie tu ta ambicja skoro to raptem 2 km więcej? Gotów był bym grać o większą stawkę, gdyby nie prognoza którą od wczoraj śledzę. Ponad 20 stopni ?? to NIE jest pogoda na maraton czy ultra 🙂 . Podczas Orlenu było 13 i to było już na granicy komfortu. Po lekkim wybieganiu w słońcu upewniłem się tylko co do tego.

Tempo 4’/km a potu wylane jak na maratonie

Ale co zrobisz jak NIC nie zrobisz 🙂 . Tak czy owak, jestem przedostatnią osobą która by biadoliła na los. Nie takie przeszkody się w życiu pokonywało. Bieg ultra to nie WF w gimnazjum. Przecież tam się nie jedzie na wypoczynek. Z góry wiadomo że będzie trud.

A forma? Co z nią?

    No jakaś tam jest 🙂 . Oceniam na chłodno, że raczej lepsza niż przed rokiem. A że ze swoimi działaniami asymptotycznie dążę do ideału 🙂 to z perspektywy czasu zrobiłbym cały dotychczasowy trening od nowa jeszcze lepiej. Ale z tym perfekcjonizmem ciągle walczę. W dodatku niepotrzebnie spojrzałem rano na podsumowanie kilometrażu i jakaś nieprawdopodobna bieda wyszła – 340 km w kwietniu ?? Żal serce ściska, że z tego trzeba nabiegać jakiś przyzwoity wynik 🙂 .

Jest jeszcze taki drażliwy temat który nie pozwala mi do końca rozwinąć skrzydeł. Chodzi o lewe kolano, z którym od dłuższego czasu nie potrafię się jakoś porozumieć 🙂 . Nie wymagam za wiele, niech tylko boli z umiarem i dam radę – ale czy da się przekonać? 🙂 . Póki co idą argumenty w stylu Voltaren żel, ale stawia skubane opór 🙂 . Z drugiej strony czy jest jakiś maratończyk który uczciwie powie – „mnie to nigdy nic nie dolega” ? . Sport to podobno zdrowie, z tym że jest chyba tak jak z przepisami podatkowymi – wszystko to kwestia interpretacji 🙂 .

Trasa

    Jest zmieniona, ale nie wiadomo czy na lepszą czy na gorszą. W zasadzie to szkoda energii żeby ją analizować. Będzie podbieg to się będę wspinać a na zbiegu polecę w dół – żadna filozofia. Maraton i walka o czas to inny temat. Tutaj warto nad takimi rzeczami się pochylić i chwilę zadumać. W WFL trzeba zjadać dystans szybciej i dłużej niż inni i tyle 🙂 .

Z towarzystwem

    W tym roku na wyjazd do Poznania wprosiły się uprzejmie moje dziewczyny – ja na prawdę nie wiem po co im to? Nie zwykłem ciągać rodziny po tego typu imprezach. Żona odwdzięczała się nie wciągając mnie w zakupowe rajdy po galeriach. No ale jak się kobieta uprze to diabła przegada (i skąd to jest cytat? 🙂 ). Będzie zatem rodzinnie i idyllicznie a na A2 coś w stylu „wesołego autobusu” 🙂
Niestety hotel mamy przy poznańskiej Malcie. Ze względu na przeniesione miejsce startu, nie będzie już tak różowo jak przed rokiem. Wtedy linię startową widziałem z pokoju.
Zeszłoroczną brygadę wsparcia z Accelerating Poland przetrzebiły kontuzje, zatem po biegu nie będzie tour de Poznań po barach i powrót nad ranem – a przecież mogło by być tak pięknie 🙂 . Nie wybiegajmy jednak zbyt daleko w przyszłość, bo jest konkretna praca do wykonania i wymagana tutaj jest odrobina powagi.

Apel oczywiście do wszystkich uczestników, podobnie jak przed rokiem – Uprasza się na trasie o NIE wyprzedzanie Dariusza!
W tamtym roku prawie wszyscy do apelu się zastosowali. Prawie – bo zawsze się znajdzie jakiś buntownik czy inna czarna owca 🙂 .

Przyczepności na trasie wszystkim życzę. Do zobaczenia w autobusie zbierającym „przejechanych” przez Adama Małysza 🙂

Summary
Review Date
Reviewed Item
Wings For Life World run 2018
Author Rating
51star1star1star1star1star

4 komentarze

  1. Jeżeli bieg wyjdzie Ci tak dobrze jak ten tekst (no bo niby dlaczego miałby nie wyjść, proszę pisz więcej ) to o wynik nie musisz sie martwić (zresztą jak zwykle) a życiówek natłuczesz na zapas Powiedzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj także: