WFL – nie ma się czego bać :)

Przede mną arcyciekawy dla mnie bieg. Już jutro testowanie swoich granic fizycznych i psychicznych podczas Wings For Life. Wszystkie liczby które zebrałem mówią do mnie: polegniesz chłopczyku prędko 🙂 . Na szczęście liczby zostają w domu, na trasę wybiegam sam – nie licząc pozostałych 6-ciu tysięcy zawodników i zawodniczek 🙂 . Na ile uda się przechytrzyć organizm i oszukać system?

Czy w ogóle można o tym myśleć?  Wygląda, że nie jest to bezpodstawne w moim przypadku. Generalnie nie należę do zawodników robiących duże przebiegi na treningach. Można z tego nabiegać maraton, ale więcej – może być problem 🙂

Dla przykładu pokazuję mój całoroczny kilometraż, z którego we wrześniowym maratonie pobiegłem swój drugi wynik 2:25:40. Zacząłem finiszować około 2 km przed metą z dużym zapasem sił.

Wrzesień oczywiście zawiera już sam dystans zawodów (45 km). Granicę 300 km przekroczyłem tylko raz. Dzisiaj, to nawet dla mnie wygląda skromnie. Jak widać maraton nie wymaga w moim przypadku dużego kilometrażu 🙂

Jednak Ultra to chyba inna historia. W Internecie informacji na temat przygotowań do tego typu biegów jest ogrom (oczywiście anglojęzycznych). Niestety lektura tychże utwierdza mnie w przekonaniu, że ultra, to z całym szacunkiem dla hasła NIKE – nie takie tam ‘Just do it’  🙂 . Niestety tu trening wymaga sporej ilości godzin i tłuczenia kilometrów. Ale żeby wzmocnić swoją psychikę, muszę szukać pozytywów 🙂

 

To co jest pocieszające dla mnie to fakt, że:

  1. Ultra w wydaniu Wings For Life jest biegiem po asfalcie a nie np. po górach – wtedy bym nawet nie myślał o starcie. Bieganie siłowe to nie mój rewir. Pomijam fakt że pierwsza część trasy w Poznaniu jest pod górkę 🙂
  2. Druga znakomita zaleta, to brak konkretnej odległości jaką trzeba przebyć. Dla innych oczywiście to może być wadą np. żeby rozplanować siły. Dla mnie, bez specyficznego przygotowania to zaleta, pozwalająca zrobić znakomity self-test 🙂 bez podejmowania większego ryzyka.
  3. Wygląda na to, że będzie z kim biec. Pierwszy odcinek z Tomkiem Walerowiczem, który ma zbliżony rekord w maratonie do mojego, ale dodatkowo ogromne doświadczenie w ultra.
    Po tym jak ten włączy tryb żeglowania   🙂 resztę dystansu będę kontynuował (mam nadzieję) z Grzegorzem Gronostajem i Andrzejem Witkiem. Obydwaj z życiówkami w maratonie poniżej 2:30. Zapewne dojdzie ktoś jeszcze, bo tempo 3:55-4min/km raczej elitarne nie jest 🙂
  4. Dla weryfikacji wczoraj zrobione kłucie żeby upewnić się, że anemia trzyma się z dala. Wygląda, że silnik jest zalany doskonałym syntetykiem ultra longlife 🙂 . Hema/hemoglobina jest bliska doskonałości. Tlen dostarczać będzie blisko 5,3 mln erytrocytów 🙂 – dokładnie tyle co podczas bicia mojego rekordu w maratonie w 2015 roku. Krwinka jest doskonała, dobrze wysycona hemą (MCHC), no może mogła by być delikatnie większa 🙂 (MCV).

  1. Serducho gotowe na ciężką pracę. Na razie udaje że jest bez nerw, w spoczynku 30-32 – droczy się 🙂

 

 

Pogoda prawdopodobnie będzie mało sprzyjająca, teraz jest pochmurno i przelotnie pada. Jutro ma być podobnie z tym że wiatr dwa razy silniejszy, ale każdemu będzie wiało tak samo  🙂 .

Także Poznań I’M comming!  🙂

Jeszcze apel do wszystkich biegnących: Dariusza na trasie NIE wyprzedzamy! 🙂

Zapisz się do tajnej grupy

Summary
Review Date
Author Rating
51star1star1star1star1star

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj także: