Projekt: Maraton 2:24 – Tydzień #5

    Nadal mam poślizg z publikowaniem kolejnych postępów treningowych, ale codziennie jest tyle ciekawych rzeczy do zrobienia 🙂 że czasu na wszystko nie starcza .

Po biegu Powstania Warszawskiego rozpocząłem urlop. Na urlopie zawsze wyższy priorytet ma odpoczynek i „zabawa” niż ciężki trening. Tak było i w tym roku 🙂

Niedziela

    Z samego rana trasa do Świnoujścia. Żywe tempo po tanich jak barszcz polskich autostradach (w sumie opłata 75 zł w jedną stronę) 🙂 . Godzinka korka na S3, godzinka oczekiwania na prom i po południu meldunek na miejscu.

Wszystko turystycznie i bezstresowo. Zmęczenia po zawodach brak a to znaczy że chyba trochę oszukiwałem 🙂 . Gdyby był uczciwy bieg to po zawodach TRZEBA być zmęczonym. Ale nie analizowałem tego zbytnio z uwagi na moc innych atrakcji. Oczywiście tego dnia treningu już nie robiłem.

Poniedziałek

    Będąc w Świnoujściu nie sposób nie przekroczyć granicy i nie pobiegać po Niemczech. Już przed południem wybrałem się zatem na turystyczne bieganie. Od hotelu do granicy było raptem 2-3 kilometry.
Nowe krajobrazy i znakomita ścieżka sprawiły że zegarek szybko pokazał 12 kilometrów.

Biegłem wzdłuż wybrzeża do Ahbleck następnie Heringsdorf i za kilka kilometrów musiałem zawracać żeby nie przekręcić licznika  🙂 . Razem wyszło 25,5 km w średnim tempie 4’11”/km.

Wtorek

Postanowiliśmy wybrać się do pobliskich Międzyzdrojów. Zatem z przedpołudniowego treningu nic nie wyszło. Miasta są w odległości 22 kilometrów ale razem z zabawą w przeprawę promową jedzie się około godziny 🙂 . W sumie podczas wyjazdu korzystaliśmy z promu 4 razy i to na prawdę było dość. Szkoda tych mieszkańców że się tak musza na co dzień męczyć 🙂 .

W Międzyzdrojach żelazne punkty programu czyli Aleja Gwiazd i Molo. Zdecydowanie nie nasze klimaty, coś jak „deptak” w Jastrzębiej Górze czyli co 200 m budka z goframi, świderkami i tłumy turystów. Zdecydowanie promenada w Świnoujściu robi lepsze wrażenie.

Po powrocie udało się wygospodarować czas. Przed wizytą w hotelowym aquaparku BNP 12 kilometrów na bieżni w siłowni.

Po biegu zmierzyłem się z kilkoma hatlami ale szybko dałem spokój 🙂 . Później już tylko hydro-regeneracja i uzupełnianie płynów.

Środa

    Ponownie turystyka u zachodnich sąsiadów. Tym razem chciałem dobiec do Korswandt na pole golfowe. Najkrótsza droga to około 9 kilometrów. W sumie w obie strony wyszło ich 21. Tempo różne, nawet kilka postojów żeby zobaczyć co nie co. Raczej przypominało to wycieczkę biegową niż rozbieganie.

Dobiegłem do Baltic Hills Golf Usedom porozglądałem się trochę po okolicy, zobaczyłem czy równo koszą greena 🙂 i wróciłem do hotelu.

Czwartek 

    Wszystko na co mogłem sobie pozwolić to jakieś krótkie bieganie. Przed południem wybraliśmy się samochodem do Niemiec. Chcieliśmy pojechać do Ahlbeck, ale niestety korki skutecznie nas zniechęciły. Zmieniliśmy plany i pojechaliśmy do pobliskiej wioski rybackiej  Kamminke. Przyznam że bardzo urokliwe miejsce.

Po powrocie był czas na mega krótki trening. Udało się zrobić 1 km + 2 km w tempie około 3’/km. W zasadzie to trening tak żeby się czymś zmęczyć bo wartość tego wątpliwa. Z plusów to zebrałem materiał do analizy swojego biegu. Przy prędkości 3’/km ostatnie o czym się myśli to technika 🙂

Piątek

Wolne.  Tylko plaża i spacery. Odpoczynek od sportu 🙂 . Wieczór przy browarku z widokiem na morze.

Sobota

    Po śniadaniu w samochód i powrót do Warszawy. Szybkie śmiganie i wieczorem spokojne rozbieganie po lesie kabackim. Razem 17,5 kilometra po 4’33”/km. Wszystko doskonale bez wielkiego zmęczenia. Dobrze pobiegać znowu u siebie 🙂 .

Niedziela

    Przyszedł czas na coś innego niż rozbieganie. Na bieg tempowy nie było chęci pobiegłem zatem BNP. Start w tempie około 4’10”/km i końcówka w okolicach 3’40”/km. Razem z dobiegiem do kabackiego wyszło 27,5 kilometra. W końcówce już lekko nie było, ale BNP ma to do siebie że pod koniec jest coraz ciężej 🙂 .

Po treningu szybka regeneracja i wyjazd na drugą część urlopu. Niestety z silną perspektywą że będzie oszukiwanie w treningu 🙂

Podsumowanie

    Wyjazd do Świnoujścia był doskonały 🙂 . Analizując jednak pod kątem treningowym – nie był to jakiś wartościowy tydzień. Biegania wyszło tyle, żeby za bardzo nie stracić dotychczasowej formy. Z drugiej strony bez treningu był tylko jeden dzień zatem nie ma co narzekać. Z pewnością nowe otoczenie i oderwanie od monotonii treningu w Warszawie doskonale wpłynęło na moją psychikę.

 

2 komentarze

  1. Mieszkańcy to się tak nie męczą z przeprawą promową Świnoujściu, bo mają w centrum tylko dla siebie:)
    Też tam biegałem w tym czasie co Ty. Zorientowałem się dopiero po powrocie jak zerknąłem na Stravę (zrobiłem sobie też wakacje od internetu:).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj także: