Kolejne treningi, kolejne kilometry

    Kolejny tydzień odhaczony, forma rośnie chociaż wolniej niż bym chciał. W tym tygodniu postanowiłem trochę dodać charakteru do treningu i lekko przyspieszyć. Zmieściłem 3 szybkie treningi. Jeszcze 2-3 lata dałbym radę pewnie zmieścić 4 🙂 ale wzrost świadomości na to nie pozwala.

Dziennik

    W poniedziałek, po niedzielnym 27 km rozbieganiu szedłem na siłownię z nastawieniem intensywnego wyczerpania baterii. Rozgrzewka na rowerze i plan na coś wymagającego. Wymyśliłem, że będą to okolice SteadyRun. Wszedłem na bieżnię, ustawiłem w miarę komfortowe tempo 17 km/h i dobiłem do 11 km (3’32’’/km) z HR 157. Kadencja jak zawsze na bieżni wysoka – średnio 201. Po biegu jeszcze na dobicie walka z ciężarami. Po wszystkim brak wielkiego zmęczenia – czułem że dobrze jest.


Wtorek na minimum – 5 km EasyRun. Nie chciałem dokładać kolejnych pustych kilometrów – nie było się po czym regenerować. Poniedziałkowy trening dla mięśni pozostał niezauważony. Przez chwilę nawet trochę żałowałem, że nie dokręciłem śruby na siłowni. Biegacz amator zawsze lepiej się czuje jak wszystko boli na drugi dzień 🙂 Wtedy wie, że trening był wartościowy. Ale szybko takie żale minęły. Od jakiegoś czasu wiem, że nie jest sztuką zajechać się w jeden dzień a potem dwa dni odpoczywać. Trening ma być na granicy tak, żeby pozwalał na wykonanie kolejnych jednostek.

Środa to kolejny szybszy dzień. Miały być odcinki ale nie miałem na to za bardzo ochoty. Ponownie zatem StaedyRun. 10 km po 3’43’’/km. Zarówno ten jak i poniedziałkowy trening trochę naciągany, bo uczciwie powinno być na nico niższym HR.

Czwarteczek cały w tlenie, 17 km EasyRun po 4’36’’/km – brak oznak zmęczenia w mięśniach. Dryft tętna pokazał jednak, że wybiegany jeszcze nie jestem. Tu nie ma drogi na skróty – trzeba będzie swoje kmy wybiegać.

Piątek – wiedziałem, że w sobotę zrobię sobie wolne, zatem trzeba było trochę się ponownie dojechać. Z tym akurat Dariusz nie ma problemu 🙂 Padło na odcinki 2 km. Wymarzyłem sobie, że zrobię 6 dwójek. Nie skupiałem się na czasie, o ile tak można powiedzieć mając ustawionego autolap’a. Chciałem, żeby było w okolicach HR 165. Po 4 odcinkach pojawiły się lekkie trudy i zweryfikowałem marzenia – 2 x 2 km zamieniłem na 2 x 1 km. Strome zbocza HR na końcu odcinka pokazują, że forma się już gdzieś powoli czai. W całości wyszło 20 km. Trochę dużo.

Sobota wolna – czas dla rodziny 🙂 . W niedzielę wybieganie z samego rana o 10-tej. Dla eksperymentu na śniadanie tylko pół kubka kawy. Plan był na 15 km więc zagrożenia odcięcia energetycznego nie było. Podczas biegu plany się jednak zmieniły. Pogoda idealna – około 5 stopni – do tego brak zmęczenia dały ostateczny wynik 32,5 km. Całość HR 141 – nie ma szału, ale idzie ku dobremu.

Tydzień zamknięty na poziomie 98 km – jak na wolną sobotę i chudy wtorek wyszło w sumie dużo. Głównie przez niedzielną fantazję 🙂

Dalszy plan gry

    Scenariusz na przyszły tydzień jest prosty. Jeden trening tempowy i może trochę siły biegowej a na koniec tygodnia trening w Półmaratonie Warszawskim. Bez żadnego luzowania bo walki o dobry czas nie planuję. Jeśli chodzi o tempo to celuję w okolice SteadyRun, ale wiem, że jak będzie luz w płucach i nogach to nie zawaham się przyspieszyć 🙂 .Wszystko co będzie lepsze od 1:15 wezmę z pokorą na poczet budowania formy 🙂

Summary
Review Date
Author Rating
51star1star1star1star1star

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj także: